Z sałatami u nas był taki problem, że kiedy podawałam je surowe, uczulały Izę. Podejrzewam, że chemia stosowana przez rolników, szkodziła Izie; reakcja alergiczna była natychmiastowa. Jedynym rozwiązaniem było sparzenie wrzątkiem. Po sparzeniu moje dziecko mogło jeść taką sałatę, bez żadnych objawów alergii, ale niestety, sałata ta już nie była sałatą :( Była wiotka, miękka i nieatrakcyjna dla oka. Zrezygnowaliśmy z tego typu surówek i pozostały nam warzywa gotowane na parze. Tak przygotowane jarzyny, z jakiegoś powodu Izy już nie uczulały.
Chemia używana przez rolników to pestycydy, które stosuje się, żeby zlikwidować bakterie, wirusy, grzyby, pleśnie, chwasty, larwy, gryzonie, roztocza, ślimaki, owady. W skrócie jest to trucizna, której głównym celem jest zabijanie. Dlaczego więc na nas miałoby działać inaczej??? Problem dostrzega się dopiero, gdy dotyka nas to osobiście. W naszym przypadku duszący kaszel dziecka. Wtedy w głowie zapala się czerwona lampka, że jednak coś jest nie tak...
Trochę zboczyłam z tematu :) Wracając do sałatek, spróbowaliśmy rukolę i było ok, bez reakcji alergicznych. Można wywnioskować, że albo nie była aż tak bardzo pryskana, albo moje dziecko już wyrosło z tak dużej wrażliwości na chemię. Właśnie zaczyna się sezon sałatowy, więc będziemy próbować inne odmiany.
Naszą pierwszą sałatką była rukola z papryką
Składnik:
- rukola
- czerwona papryka
- słonecznik
- olej kokosowy
- sól
Umytą rukolę wrzuciłam do miseczki. Paprykę obrałam ze skórki i pokroiłam w małą kostkę. Dorzuciłam słonecznik, trochę soli. Polałam olejem kokosowym i gotowe.
Sałatka, przez moje dziecko, została zjedzona do ostatniej papryki i ostatniego ziarenka słonecznika :) To oznacza, że chyba smakowało :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz